Szczesliwy dzien

Szczesliwy dzien
Lubie pojezdzic na rowerze. Czasem robie sobie calodniowe wypady za miasto, po wsiach i lasach. Wyszukuje ladne zakatki, robie zdjecia, pale fajki i jade dalej. Innym razem kraze po miescie, ogladam chlopców, odkrywam jakies zakamarki, w których dotad nigdy nie bylem.
W pewna goraca niedziele postanowilem poszwedac sie po poludniowej czesci miasta, gdzie jest pelno starych kamienic, osiedla domków jednorodzinnych, tory kolejowe i zabite dechami rudery. To takie okolice, ze za dnia nie ma tam czego szukac, a noca nie warto ryzykowac bo nie mieszkaja tam zbyt przyjazni ludzie. Dla mnie jednak to byla frajda, nigdy tam nie bylem, a mialem caly dzien wolny.
Zwiedzalem sobie te uliczki, stare rozjebane kamienice z podwórkami, na których suszylo sie pranie. Osiedle bylo podzielone na dwie czesci torami kolejowymi i jakimis starymi, nieczynnymi zakladami. Takie klimaty tym bardziej mi sie podobaja wiec krazylem od uliczki do uliczki i podziwialem rozklad i biede.
Bylo kolo pietnastej, slonce niemilosiernie palilo skóre, uliczki byly ciche i puste. Ot, taka nudna niedziela na zadupiu. Zajechalem w zwirowa alejke ciagnaca sie wzdluz torów. Po lewej mialem duzy nasyp kolejowy, a po prawej kilkanascie rzedów starych, licho wie czy wciaz uzywanych garazy. Walaly sie tu smieci, zepsute lodówki, opony, niezliczone foliówki, butelki po piwach i wódzie.
Zatrzymalem sie, zeby zapalic fajke i ustalic dalsza trase na telefonie.
Bylo goraco i cicho, nie liczac swierszczy i odglosów odleglej glównej ulicy ciagnacej sie gdzies za nasypem kolejowym. To byl koniec swiata, nawet psa z kulawa noga.
Oparlem rower o garaz i usiadlem. I nagle, gdy tak raczylem sie fajeczka, zza rogu wylazl jakis typ, dresik. Bawil sie komórka i prawie mnie nie zauwazyl, ale jednak zauwazyl i rzucil mi spojrzenie, az mnie ciarki przeszly.
-Ej ziomek, dasz fajke?
Glos pasowal do aparycji. Cwaniacki, ale nie wrogi.
Wyciagnalem paczke i dalem mu zapalniczke. Zapalil.
-Dzieki – oddal mi zapalare i zaciagnal sie. Ciagle gapil sie w swój telefon, a ja gapilem sie na niego.
Mial kanciasty, pociagly ryj typowego alfy, na ogolonej na zapalke glowie obowiazkowo czarna czapeczka z daszkiem. Na dupie dlugi dres. Ze tez mu nie bylo goraco. Na nogach czarne naje z bialym logo, nie wiedzialem jaki to model, jakies airmaxy.
-Co ty tu robisz? – powiedzial w koncu, gdy odkleil sie od telefonu – Nie jestes raczej stad, a ten rowerek to chyba sporo hajsu kosztowal.
-Zwiedzam – odparlem gaszac kiepa.
-Tutaj? No nie radze, bo ci zaraz skroja ten rower i komóre pewnie tez. Ciesz sie, ze na mnie trafilo.
-Ciesze sie – odparlem z przekasem i zaczalem sie zbierac do dalszej drogi. Troche mi bylo szkoda, bo byl sliczny na swój dresiarski alfowaty sposób. Mial pewnie z 25 lat, tyle co ja. Chetnie bym sie do niego dobral, bo juz dawno nie mialem okazji na dobry seks.
-Jestes pedalem, co? – rzucil nagle, zupelnie powaznie. O kurwa, skad wiedzial?
-No… a to widac? – odparlem troche speszony. Jeszcze mi tu wpierdoli i tyle bede mial zabawy.
-Tak sie na mnie gapisz – wyjasnil.
Nastal moment ciszy. Powinienem sie zbierac, ale po pierwsze byl fajny, a po d**gie ja napalony. I tak juz wiedzial, ze jestem gejem wiec co mi szkodzilo spróbowac?
-Móglbym ci obciagnac – rzucilem i od razu pozalowalem, no ale slowa juz poszly. Pelne jaja zmuszaja nas do robienia niewiarygodnych glupot.
Na szczescie, parsknal smiechem, raczej nie zamierzal mnie bic.
-Nie no, pojebalo cie – powiedzial – Ja nie jestem pedalem.
-Nie szkodzi, nawet lepiej. Tacy jak ty sa spoko.
Przygladal mi sie jak wariatowi. Wyciagnal komórke, sprawdzil cos i zaraz schowal. Wygladal jakby mial mi stamtad spierdolic, chyba troche sie bal.
-Mozesz mi zwalic – zgodzil sie w koncu, a mi momentalnie kutas stanal na bacznosc.
-Zajebiscie!
-Ale nie tutaj, bo ktos moze isc i bedzie przypal. Chodz tam – wskazal gdzies, chuj wie gdzie.
-Prowadz.
Wzialem rower i poszlismy, po drodze costam pogadalismy zeby nie bylo, a ja czulem ze zaraz mi rozsadzi bokserki.
-Czesto tak obciagasz typom na ulicy?
-Nigdy, to pierwszy raz – odparlem zgodnie z prawda. Nie posiadalem sie ze szczescia. Taki koles mi sie trafil, jak w jakims pornolu! Juz sobie wyobrazalem jego kutasa. O matko, jak zajebiscie!
Zaprowadzil mnie w jakis dziki zagajnik. Wsród krzaków i niewielkich drzewek owocowych bylo sporo cienia i cos w rodzaju „bazy”. Byla stara kanapa, stosy opon na których pewnie sie siedzialo wieczorami, mnóstwo petów i w chuj pustych butelek. Niezly syf.
-Siadaj – nakazal i sam tez rozsiadl sie na kanapie. Niepewnie usiadlem obok niego, nadal nie od konca wierzac, ze to wszystko sie dzieje. A moze mnie wkreca i zaraz skroi mi rower? Z bliska koles pachnial jakimis perfumami z rodzaju puma albo lacoste, twardy, meski zapach. Na szyi mial zawieszony srebrny lancuch.
Dres wyciagnal swój telefon i cos wklepal. Zerknalem mu przez ramie – odpalil sobie pornola. Jakas cycata laska i typ z duzym kutasem niezle sie zabawiali. Baba jeczala i brala kutasa po mistrzowsku. Dres obserwowal to i az sie oblizal.
-No dawaj – zachecil.
Powoli wyciagnalem reke i polozylem mu na dresie. Cos tam juz sie dzialo, wyczulem w miare twardy ksztalt. O kurwa. Nie protestowal, kiedy go obmacalem wiec troche osmielony wsunalem lape pod jego dres, a po chwili pod bokserki. Pomógl mi i wyjal kutasa na wierzch. Byl spory, gruby. Zajebisty.
Zaczalem powoli walic mu konia, a on podziwial jak aktorce na pornolu lataja cycki. W góre, dól, góre, dól. Jeczala coraz glosniej, ujezdzajac faceta w pozycji na jezdzca.
Tymczasem kutas dresa zrobil sie mokry. Jezdzilem po nim reka coraz szybciej, sciskalem, gladzilem glówke, slowem – robilem co moglem, zeby bylo mu dobrze. W koncu zamknal oczy i zaczal sapac, a pornol lecial dalej, tyle ze telefon polozyl na kanapie i juz nie ogladal. Byly tylko jeki tej kobiety i moja lapa na fiucie dresa.
-Mmm… dawaj szybciej. Szybciej.
Jechalem az malo lapa mi nie odpadla, ale moje wysilki zostaly nagrodzone. Kutas stal mu juz na bacznosc, prezyl sie i slinil.
-Moge wziac do ust? – poprosilem.
-Nie, rób tak – odparl nawet nie otwierajac oczu. Pewnie sobie wyobrazal ta jeczaca cycata babke i w jego glowie to jej reka chodzila mu po kutasie.
Przyspieszylem, a on sapal coraz szybciej i szybciej. Opalony chudy brzuch ruszal mu sie w góre i dól, dres zagryzl wargi i nagle strzelil. Polecialo na ziemie, wyschnieta trawe, troche na kanape, troche na moja reke. Wydoilem go do reszty i uwolnilem jego ptaka.
-Kurwa – powiedzial tylko i wylaczyl pornola.
Nie mial mi juz nic do powiedzenia i zdecydowanie nie mial ochoty mi sie odwdzieczac. Schowal kutasa i wstal.
-Dobra ziomek, dzieki, fajnie bylo, nara – odparl i ruszyl ot tak, przed siebie.
A ja w panike. Taka okazja, taki zajebisty typ, w bokserkach mialem mokro, a on sobie idzie. Pomyslalem – chuj, raz sie zyje.
-Czekaj – zawolalem.
-No co? – rzucil malo zainteresowany. Zlal sie i juz nie mial ochoty na towarzystwo pedala. Pewnie powoli zaczynal zalowac calej akcji i chcial zniknac.
-Daj sobie obciagnac.
Zasmial sie, nawet ladnie mu bylo z usmiechem.
-Pojebalo cie. To juz jest za bardzo pedalskie, a poza tym teraz to mi juz nie stanie.
Kurwa, musialem cos wymyslic. Bylem napalony jak swinia, marzylo mi sie dobre jebanie, a takie zjechanie na recznym to najwyzej zaostrza apetyt.
-Zaplace ci – rzucilem. Moje usta dzialaly szybciej niz mózg.
Znowu sie zasmial i znowu mialem wrazenie, ze zaraz spierdoli. Cos tam sie dzialo w jego pieknym ogolonym lbie. Poprawil czapeczke, wyciagnal telefon i sprawdzil godzine.
-Ale zaplacisz mi, zebym ci obciagnal? Nie, kurwa. Spierdalaj.
-Nie! Zaplace ci, zebym ja mógl tobie obciagnac – uscislilem.
Teraz to juz patrzyl na mnie jak na wariata.
-Co ty jestes jakis pojebany?
-Ile chcesz? – spróbowalem desperacko. Pomyslalem, ze zaraz mi wpierdoli, jak nic.
-Stówka? – zasugerowalem, bo milczal za dlugo. Kurwa, w zyciu nie stresowalem sie jak w tamtej chwili.
-Dwie – odparl i zalala mnie fala goraca. Euforia. O kurwa, dostane tego kutasa do ryja! Zycie jest piekne.
-Dobra – zgodzilem sie – Ale musze podjechac do jakiegos bankomatu.
-E, nie, kurwa, sciemniasz mi teraz. Nie bede tu czekal jak frajer.
-Przyjade, przysiegam. Dwie stówki i tak ci obciagne, jak nikt nigdy.
Zastanowil sie.
-Konia walic umiesz. Pewnie dlatego, ze tez sobie walisz i wiesz jak – przyznal – No dobra, to zapierdalaj do tego bankomatu. Czekam dziesiec minut, a potem zawijam. I kup mi od razu trzy browary, bo na trzezwo to bez szans.
-Super! Zaraz bede!
Wsiadlem na rower i prawie poszybowalem do glównej ulicy. Bankomat, kurwa, gdzie tu jest bankomat? To nie byly moje rejony, ale pomogly google. Bankomat byl w cholere daleko, nie bylo mowy zebym zdazyl w 10 minut. Chuj mnie strzelil, ale pojechalem, zapierdalajac jak nigdy. Jebaly mnie czerwone swiatla i przejscia dla pieszych. Zasuwalem jak maszynka, modlac sie, zeby to wszystko wypalilo. Koles sobie tam siedzi i sie zastanawia czy robie go w chuja. W kazdej chwili moze zmienic zdanie i pójsc do domu, czy gdzie tam szedl. Moze do swojej laski.
Dotarlem do bankomatu, wklepalem pin trzesacymi sie rekoma i wyplacilem piec stów. Na wszelki wypadek. Potem droga powrotna, tez po wariacku, omal nie rozjechal mnie jakis skurwysyn w ferrari. Skad ludzie biora hajs na takie fury? W jakims osiedlowym sklepie kupilem trzy zubry.
Nogi malo mi nie odpadly, tak zasuwalem. Ciezko sie jechalo, bo kutas stal mi przez cala droge, mialem juz nawet mokra plame na spodenkach. Potem byla chwila grozy, bo zgubilem sie w tych cholernych uliczkach i nie moglem znalezc zagajnika. Krazylem i krazylem, mialem ochote krzyczec. Gdzie jestes chuju?! Gdzie mój kutas do obciagniecia!?
Nagle wyjechalem na alejke prowadzaca dokladnie w miejsce, którego szukalem. Po drodze nie minalem zywej duszy, calkowite pustkowie, tylko upal i cisza.
Niech tam bedzie, niech tam bedzie, niech tam ciagle bedzie! – powtarzalem w myslach jak mantre.
Byl! Siedzial sobie na oponie i grzebal w telefonie.
-Juz myslalem, ze nie wrócisz. Dwadziescia minut! – poskarzyl sie.
-Przepraszam. Oczywiscie, ze wrócilem.
Tak sie podjaralem, ze rzucilo mi sie juz na mózg. Zadnego tam logicznego myslenia. Jedyne co sie teraz liczylo to kleknac i dorwac sie do tych jego spodenek i tego, co pod nimi. Najchetniej wylizalbym mu tez cala reszte, lacznie z najaczami, ale to by bylo zbyt piekne.
-Masz kase? – wstal, troche jakby nie wiedzac co ze soba zrobic.
Wyciagnalem banknoty i mu podalem. Schowal do kieszeni, zadowolony. Od razu postawil obok siebie chlodne piwka. Jedno otworzyl i pociagnal spory lyk.
-No dobra, dawaj, ale nie wiem czy mi stanie.
-A moge cos zrobic, zeby pomóc?
Zasmial sie.
-Chcesz mi jeszcze umilic robienie laski?
-Tak. Zrobie wszystko, czego chcesz, bez wyjatku.
-Taki jestes napalony, pedalku? – usmiechnal sie.
-Bardzo. Kocham takie rzeczy, robic to czego chce koles. Ty rzadzisz, ja sie slucham.
Chyba mu sie to spodobalo.
-Ja rzadze? Lubisz taka gadke?
-Tak.
Nie mial pojecia, do czego jestem zdolny jak poczuje fajnego kutasa, a on byl doskonalym egzemplarzem. Kurwa, bylem gotowy na wszystko.
-No dobra, tylko czekaj, musze sie wylac – wyjasnil.
-Nie! – az pisnalem. To by bylo zbyt piekne, zeby bylo prawdziwe, ale ile razy w zyciu masz okazje pobawic sie z fajnym dresikiem? Musialem wykorzystac okazje na maksa, wycisnac z niego ile sie da!
-Co? – zdziwil sie.
-Móglbys sie wylac na mnie.
-Co kurwa? Ale jak? Wyszczac sie na ciebie?
-Tak.
-Popierdolony jestes koles. Nie ma mowy, to jest obrzydliwe.
-Chociaz troszke – prawie lkalem, a potem przypomnialem sobie ze mam dodatkowe trzy stówy.
-Dawaj, dostaniesz dodatkowe dwie stówki jak sie na mnie wylejesz – zaproponowalem.
Mocno sie zamyslil. Pewnie nigdy w zyciu by nie wpadl na taki pomysl – odlac sie na d**giego typka.
-Niezle jestes spedalony. No dobra.
O kurwa, o tak! Jeszcze troche pracy i namówilbym go zeby mnie porzadnie zgnoil! Tylko czy starczy mi kasy?
-Chodz tutaj – nakazal – Na razie mi obciagnij, musze sie nakrecic, a potem dostaniesz swoje szczyny, pedale.
-Mmm, mów mi tak wiecej – ucieszylem sie.
-Lubisz jak cie wyzywaja?
-Bardzo.
-Dobra, choc kutasie. Klekaj.
Poslusznie padlem na kolana. Najeczki tak blisko ryja niezle mnie juz kusily, ale na razie byly inne priorytety. Bez zbednego ociagania wyjalem dresiarskiego kutasa spod spodni i bokserek. Byl tak samo piekny, jak poprzednio, ale teraz oblepiony resztka spermy i mocno nia jebal w tym goracym, dusznym powietrzu. Tyle, ze byl miekki. Cala sytuacja nie podniecala dresika, pewnie by wolal te babke z pornola. Musialem szybko cos zaradzic i mu pomóc.
-Masz dziewczyne? – zapytalem, patrzac w góre, na ponura twarz pod daszkiem czapeczki.
-Nie. A chuj ci do tego? – baknal i dokonczyl pierwsze piwo. Podalem mu d**gie. Sssyk.
-No, pomyslalem ze pewnie bys wolal zeby jakas fajna laska tak kleknela przed toba i zajela sie twoim sprzetem.
-Pewnie, ze tak. Ale zdziwilbys sie jak trudno laske namówic na ssanie – zirytowal sie – Niby takie wszystkie chetne, ale zmus ja zeby wziela do dzioba. Powodzenia, kurwa – splunal na koniec, jakby próbowal usunac niesmak po jakims zlym wspomnieniu.
-Na mnie napluj – poprosilem.
Bez slowa splunal mi na twarz. O tak! Jestes wkurwiony na laski, co nie chca dawac? Wyzyj sie na mnie, dresiku. Ukaz mnie za ich niedostepnosc. Nie ma sprawy.
-Powinienes miec taka, co zawsze tylko czeka zeby ci possac. Taki sprzet jak twój na to zasluguje – kontynuowalem i usmiechnalem sie do siebie, bo fiut zaczal ozywac. Sam dresik milczal, widac wolal sobie posluchac co ja mam do powiedzenia i popijac browara.
-Powinienes zawsze miec chetne usta do zapakowania kutasa – zapewnilem go, masujac mu juz pale reka – Móglbys wyjebac taka buzke kiedy ci sie tylko podoba. Zalac sperma, strzelic liscia jesli slabo ciagnie.
Powinienem dostac Oscara za to przedstawienie. Kutas dresiarza stanal na bacznosc, gruby i twardy, gotowy na chetna dziure. Dresik gapil sie na mnie troche oszolomiony, a juz na pewno podjarany.
-Bierz do ryja – powiedzial, nie mogac juz wytrzymac.
Poslusznie wsunalem sobie do mordy glówke, gorzko-slona od resztek spermy. Wypolerowalem jezykiem, dresik az syknal. Potem porzadnie naslinilem cala pale i zaczalem rozgrzewac gardlo. Gnat byl spory, ale zamierzalem zmiescic go calego. Chcialem pokazac, na co mnie stac. Kurwa, przeciez placilem za tego kutasa! Mialem prawo wykorzystac go w pelni.
-No dawaj, nie mam calego dnia, szmato!
Na te komende nadzialem sie caly, az po gardlo, az wlosy na jajach podrapaly mnie po twarzy. Chwile przytrzymalem i zaczalem porzadnie obciagac.
-O kurwa, lachociagu. Rób tak, calego lykaj!
Pomógl mi, dociskajac mi leb do swojego krocza, krztuszac mnie swoim chujem. Tak sie przy tym zasapal, az sie przestraszylem ze zaraz dojdzie. Zluzowalem.
Wypil d**gie piwo w rekordowym tempie i siegnal po ostatnie. W tym upale zaraz rzuci mu sie na leb, to pewne. Pijany napalony dres to przeciez spelnienie marzen kazdej suki. Bylem w ekstazie. Slonce odbijalo sie pieknie od mokrego kutasa.
-Dawaj, do buzi, raz! – popedzil mnie. Znowu zaczalem polerowac mu pale jezykiem i polykac, szybko i elegancko jak to zawsze robie. Dres steknal. Zlapalem go za tylek, zeby dopychac go do siebie, nie oponowal. Wsunalem dlon pod spodenki, a potem pod bokserki i dotknalem spoconego tylka. Zaczalem niesmialo szukac dziury, dalej obrabiajac mu berlo.
-Co ty kurwa – wrzasnal i odepchnal mnie od siebie – Pojebalo cie? Nie dotykaj mnie, masz tylko ssac kutasa.
Na dowód swoich intencji strzelil mi liscia, az malo nie upadlem.
Po chwili obok mnie upadla trzecia pusta puszka. Jesli dres nie ma mocnej glowy, to bedzie mial problem. Pomyslalem, ze jesli sie najebie i padnie, to wylize mu dupe i te piekne naje. Ale on sie trzymal calkiem niezle. Nie wygladal na pijanego.
-Pucuj go kurwa! – warknal i zlapal mnie za brode, zeby samemu we mnie wjezdzac. Pakowal mnie w ryj jak sztuczna cipe, z laskami pewnie nigdy nie mial szansy na taka akcje.
W koncu dal mi chwile na odpoczynek i udalo mi sie zlapac oddech.
-Tylko tyle? Slabo ruchasz – zakpilem, ciekaw co zrobi.
-Co kurwa powiedziales? Pokazac ci jak sie rucha?
Nie czekal na odpowiedz, zlapal mnie za glowe i wjechal po jaja. Docisnal mnie do siebie najmocniej jak potrafil, zero pola manewru, tylko kutas w gardle i odciety doplyw tlenu. Nie puszczal, skurwysyn.
-Udusze cie kurwo, skoro tak kochasz kutasy!
Zaczalem sie wyrywac, ale byl silniejszy. Myslalem, ze naprawde chcial mnie zalatwic, wyrywalem sie jak glupi, ale w koncu puscil mi glowe i kopnal w brzuch. Polecialem na plecy.
-Podoba sie, geju?
-O tak! – zawylem z rozkoszy.
-Ja pierdole, jaki ty jestes pojebany pedal. Rozbieraj sie.
Poslusznie sciagnalem z siebie wszystkie ciuchy, ukazalem sie nagi, z wyprezona mokra pala.
-Teraz to mi sie mega chce lac… Naszczac na ciebie?
-Tak! Prosze!
-O kurwa, ale akcja. Dobra, na kolana pedalku.
Kleknalem przed nim i czekalem. Nakierowal na mnie kutasa i zaczal sie silic. Po chwili poplynal malutki strumien, ale szybko przybral na sile. Szczyny ladowaly na mojej klacie, brzuchu, kutasie. Nawet zaczal celowac, zeby trafiac w kazde miejsce. A potem, jakby nagle wpadl na ten pomysl, skierowal kutasa wyzej i naszczal mi na twarz.
-Ooo, kurwa, ale z ciebie swinia jebana, nie wierze.
Zamknalem oczy i otworzylem usta. Szczyny lecialy i lecialy, dalem rade troche polknac, co on skwitowal kolejna porcja bluzgów. Zrobilo mi sie milo i chlodno. Bylem w raju.
W koncu opróznil zbiornik i strzepnal ostatnie kropelki.
Spojrzal tesknie na puste puszki po piwie.
-Szkoda, ze wiecej nie kupiles, pedalku.
Tez zalowalem. Niezle sie nakrecil po tym piciu. Teraz juz niewiele zostalo do zrobienia. Wyjebal mnie w ryj i naszczal, zgodnie z obietnica. Przepieknie sie sprawil. Zupelnie inaczej niz te wszystkie cioty z portali randkowych albo grindra. To tutaj bylo autentyczne.
-Dobra, oprzyj sie o drzewo i wypinaj dupe – nakazal po chwili ciszy.
-Chcesz mnie ruchac? – nie wierzylem wlasnym uszom.
-Wypinaj dupe, kurwo!!!
Dolecialem do drzewa i poslusznie sie wypialem, oparty rekoma o pien. Nawet nie smialem spojrzec w tyl, zeby go nie peszyc.
Szelest lisci pod butami, oddech na karku, odglos spluwania. Posmarowal sobie fiuta slina i przytknal do mojej dziury. Nie mial problemu z wjazdem, mam wytrenowana dupe. Wiele sporych kutasów i dild w niej bylo.
Zabolalo, ale bylo i przyjemnie.
-Oooo, kurwa. Wypinaj sie mocniej!
Wystawilem dupsko najlepiej jak umiem i od razu zaczal sie ruch. Posuwal szybko, bez zadnych rozgrzewek. Nawet gdyby próbowal, nie wiedzial jak sie uprawia anal wiec po prostu zapakowal we mnie kutasa i oral, tak jak wczesniej usta.
-Jecz pedale!
Przypomnial mi sie wczesniejszy pornol. Tamta baba jeczala jak zarzynana, widac dresika to krecilo. Chetnie podjalem wyzwanie, bo lubie glosny seks, a jego kutas zajebiscie mnie rozpychal. Rozjeczalem sie na dobre, a on tylko przyspieszyl. Jedna reka przycisnal mi leb do drzewa, a d**ga trzymal za biodro. Jebal mnie dokladnie tak, jak sobie wymarzylem. Sapal przy tym i klal, byc moze wkurwiony ze tak mu sie to spodobalo. Nie wiedzialem co mu siedzi w glowie.
-Pojebany oszczany pedal!
-Mmm, jeb mnie…
-Wystawiaj te cipe, bierz kutasa!
-Ooo, spusc mi sie w dupe!
-Jecz kurwo!
Obaj sie wydzieralismy, az dziwne ze nikogo to nie zwabilo. Ale dres byl zbyt wczuty w ruchanie, a ja w dawanie dupy. Chuj mnie obchodzilo wszystko inne, pragnalem tylko tego kutasa, bluzgów i spermy. Zajebista akcja, niewiarygodna. Jebanie pierwsza klasa. Im blizej spustu, tym ostrzejszy byl ten skurwiel. Zaczal mnie podduszac, pluc mi na plecy i wbijac kutasa tak szybko i mocno, zeby zabolalo.
-Jebany…pedal….spermojad… – jedno slowo co kazde pchniecie.
W koncu wydal z siebie dziki dzwiek miedzy warknieciem, jekiem i czyms jeszcze. Zatrzeslo nim, wpompowal mi w dupe porcje dresiarskiej spermy. O kurwa. Blyskawicznie sie odwrócilem, kleknalem przed nim i wzialem do ryja jebiacego kutasa. Wypolerowalem resztke, jednoczesnie walac sobie konia i dochodzac na trawe.
-Dobra, spierdalaj juz – wysapal – Koniec zabawy.
Usiadlem oparty o drzewo i patrzylem, jak chowa zwisajacego kutasa do spodni. Potem siegnal po moje spodenki.
-EJ, co robisz?
-Zamknij ryj pedale, bo cie rozjebie – zagrozil.
Wyciagnal mój portfel i wyjal reszte gotówki. Potem zaczal ogladac mój telefon.
-Nie, prosze, zostaw mi komórke.
-Ryj kurwa! Jeszcze jedno slowo i zabiore ci te lachy, bedziesz wracal do domu z gola dupa smieciu.
Zamknalem sie. Patrzylem jak chowa do kieszeni kase i mój telefon.
Spojrzal jeszcze na mnie, naplul na moje ciuchy i odszedl.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir