Bylem w niebie – pamietnik bylego aniola

Anal

Bylem w niebie – pamietnik bylego aniola
Autor tekstu: Ryszard Czarnecki

Cholera wie co sie stalo. Jakas zylka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymalo. Podczas „uniesienia” z Joasia, cos we mnie peklo, i pognalem przed siebie, slynnym juz tunelem, w strone swiatelka. Swiatelko jak swiatelko, biale i silne. Malutkie bylo, a ja gnalem jak oszalaly. Szybciej niz Polonezem Siwego. Nie wiem ile czasu minelo, gdy swiatelko zaczelo sie powiekszac, a gdy bylo juz rozpoznawalne okazalo sie, ze to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr 2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczylem mase ludzi (ludzi?) stojacych w kolejkach do jakis recepcji, czy cos takiego. Ustawiono mnie w rzadku krótszym za przemila grupka okolo 70 staruszków. Jak sie okazalo pózniej, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedzial gruby facet ze zlotymi lokami. Cherubin, kurwa jego mac. Gdy nadeszla moja kolej spytal:
— Nazwisko ?
— C. , Ryszard C.
— Miejsce zamieszkania na Ziemi ?
— Kraków, Polska. Nowa Huta dokladniej.
— Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryza umierac przyjezdzacie ? A potem burdel w papierach…
Zimny pot mnie oblal. Wiec jednak kurwa umarlem. To nie sen. Zrobilem sobie szybciutenki rachunek sumienia w mysli. Ja pierdole, dozywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobilem najzalosniejsza mine na jaka mnie bylo stac i cicho spytalem:
— Pieklo?
– Dupa tam, nie pieklo. Nie ma Piekla, jest tylko Niebo. Pieklo jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy sie komus podoba, czy nie to juz jego sprawa. Udacie sie teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skieruja do sektora Krakowskiego. No szczesc Boze!
Obrócilem sie na piecie i ide do owego korytarza. Zatrzymal mnie krzyk Cherubina z recepcji:
— Halo, obywatelu! Wróccie tu na sekundke. Zapomnialem wam wydac Aureole i Skrzydla. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydla dopinac. Aureoli nie zgubcie, bo nastepna wam bedzie za wiek wydawana. No, zegnam.
Dlugo sie ze skrzydlami meczylem. Krzywo lezaly. Aureola w miare sie prosto kolysala nad bania. Rozgladalem sie dookola. Od zajebania dusz. Kolo mnie grupka Niemieckich dusz tez sobie nie mogla poradzic ze Skrzydlami. Kleli jak fiks. Polazlem w swoja strone do korytarza Polskiego, po drodze mijalem korytarze Wloskie, Francuskie, Niemieckie. Zaczalem zalowac, ze do Francuzów mnie nie przydzielono, duzo fajnych laseczek. Zobaczylem w koncu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedza goscie na poboczu, cmiki jaraja. Zaraz tez podszedlem do jednego, poczestowal. Okazalo sie, ze to góral z Zywca, zamarzl po pijaku w lesie. Przyszedl tu przed godzinka. A cmiki rozdaje sw. Piotr Polski, przed brama. Wpuszcza nas do srodka za kilka godzin, bo jakas inspekcja w srodku czy cos. Zebrala nas sie juz spora grupka, stalismy, siedzieli, i gwarzylismy jak tu który trafil. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedzialem, ze zaciupcialem sie na smierc. Ladny obciach. Bylo dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatluczony przez zone, czterech z wypadku pod Jaslem, piatka topielców z Sopotu. Niezla ekipka, wszyscy na bani tu przyszli. Okazalo sie, ze mozna prosic tu w ADMINISTRACJI o zmiane wieku. Np. jak ktos wykitowal majac 90 lat, to tu moze miec 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwac których tu wiecej niz na ziemi. Góralowi cmiki sie skonczyly, wiec teraz ja poszedlem do Piotra po szlugi. Stal tam pod brama. Maly chudy, taki wyplosz. Kleplem go w lopatke i mówie.
— Dziadzius, kopsnij paczuszke, bo nam sie jarac chce.
Ten wyciagnal ramke HEAVENFIELDÓW i dorzucil zapalki. Usmiechnal sie, pokazujac zólte od tytoniu zeby. Wrócilem do moich nowych znajomych i zapalilismy po calym.
— Kurwa, piwka bym sie napil — powiedzial Góral, okazalo sie, ze piwko nam dadza ale dopiero w srodku. Bo tu nie wolno.
Przyszly jakies dziewczyny i zaczely nam skrzydla poprawiac U mnie bylo w sumie ok, a Górala ledwie sie trzymaly. Aureola mi blyszczala jak psie jaja, tylko nie moglem sie przyzwyczaic do tej sukienki, w której mialem lazic. Kieszenie sa, to lapy jest gdzie wsadzic, ale taka dluga, plata sie miedzy nogami. Otworzyli w koncu brame. Zaczelismy sie przepychac z Góralem jak najblizej wejscia, zeby nas nie rozdzielili. Widac swój chlop, bo przypadlismy sobie do gustu. W ADMINISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, pietro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Mialem byc sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarlego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek (ten Góral) poszedl do Blockhausu ZYWIEC, to kilka godzin na piechotke od mojego. Obiecalem mu ze sie odwiedzimy za jakis czas. Potem poszedlem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydac posciel, zapasowe suknie i Skrzydla Galowe, na Swieta i specjalne okazje. Kurwa, jak w wojsku… MAGAZYNIEREM byl Zyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Plaszowie w 1942. Ledwie mi wydal posciel juz zaczal kombinowac, ze zalatwic u niego moge wszystko. Aureole jak zgubie, lub przepije, skrzydla, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinuja. Z tobolem pojechalem winda na moje pietro, duzo wiary tu lazi. Niektórzy maja skrzydla poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dosc dlugo szukalem mojego skrzydla C i pokoju. Dobrze, ze byly tzw. szybkie chodniki, bo lazilbym chyba cala wiecznosc. Marian E. okazal sie szczuplym facetem z wasami i lysa pala. Usciskal mnie jak starego znajomego i wyciagnal z lodówki dwa piwka. Wpierw rozlozylem swoje klamoty. Posciel na kojo, skrzydla i suknie do szafy. Skrzydla odpialem bo przeszkadzaly i chwycilem zimniutkie piwko. Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczal mnie wtajemniczac w Zycie Niebianskie.
— Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym sie nie przejmujesz, glodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy lataja. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic, bo juz nie zyjesz. Zajebiscie jest. Raz do roku tylko sie wszyscy spotykaja bo Glówny przemawia i troche to trwa, zanim wszystkich w ich jezykach nie poblogoslawi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracowac? Idziesz do roboty, chcesz lezec i chlac caly dzien? Lezysz i chlejesz caly dzien. Panienki leca na chlopów, zwlaszcza Zakonnice, wpierw celibat na Ziemi to tu sie sypia jak choinka po Trzech Królach. Jak chcesz sie opic to co 100 pieter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stól. My mamy blisko, bo schodami mozesz przeskoczyc pietro do góry, i na wprost schodów masz knajpe. Mordownia straszna, leja sie czesto. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam dojebano, tego. Chopin kuflem zarobil od górali, a pijanemu Wyspianskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uwazac, stracisz to masz przejebane. Do raportu idziesz. W kazda niedziele sa organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Wlochy, najlepsze panienki, leca na Slowian jak cholera. AIDS nie zlapiesz, wiec stukasz na calego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami jak na Ziemi, tu tez maja Hamas i Hezbollah, zlapia Cie i skrzydla z aureola zajebia, wtedy raport. Duzo znanych umarlaków mozesz w podrózach poznac, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszyl sie Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechalo 30 milionów go ogladac, pecha mial jak poszedl do knajpy bodajze 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecwelila. Afera byla na pól Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodzily. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wolaja. Potem w 1977, przyszedl Presley, to fani korytarz Amerykanski zablokowali. Kilkaset milionów po autograf polecialo. Tu jest tak, ze mozesz spotkac kogos komu zycie uprzykrzyles na Ziemi, rewanzyk gotowy. Ja zostalem w 37 powieszony za zabójstwo zony. Znalazla sobie jakiegos gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi dojebal. Nowiuskie skrzydla mi polamal. Nie podalem go do raportu, zal mi chlopa. Z taka kurwa mieszka, ze RAJ to dla niego pieklo musi byc. Sasiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi sie do knajpy chodzic, bo na niego poluja. Juz 200 lat na niego sie sadza, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli. Znanych w Naszym Niebie jest tez masa, Królowie mieszkaja na nizszych pietrach, ale nie warto tam lazic. Czasami mozesz ich w knajpach na 200, i 300 pietrze spotkac. Dzikusy. Zwlaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa sie do nikogo. Rozrywek tez mamy pelno, w TV leca wszystkie kanaly ziemskie, nawet te X. W wypozyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakrecono. Sport tez jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata sa Mistrzostwa Nieba w pilce noznej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 68. Potem w wypadku zginela ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88 piorun zabil na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potega niebianska. Polacy tez graja dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkad doszedl Deyna to cwiercfinaly mamy na kazdej imprezie. Mecz z Anglia ogladaly 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami cale niebo. Przegralismy w karnych, Reyman bramki nie strzelil. Zarcie nam daja o kazdej porze. Otwierasz lodówke i zawsze jest pelna. Kible czysciutkie, prysznice tez. Przyzwyczaisz sie. No, ja ide na karty do sektora D. Wróce wieczorem, drzwi sie nie zamyka.
Marian polazl, a ja zaczalem myslec. Myslenie nie bylo moja najmocniejsza strona, wiec poszedlem sie zalatwic. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra sie ze skrzydlami. Odpialem je w cholere i postawilem obok. Gdy spuszczalem wode, zdarzylo sie nieszczescie. Schylilem sie zeby zobaczyc czy czysto zostawilem, i Aureola mi do klopa wpadla. Kurwa mac! Poszedlem po jakis przyrzad do wylowienia, znalazlem wieszak od sukien i po chwili juz suszylem aureole w reczniku Mariana. Co tu robic? Ide sie rozgladnac, po sektorze Krakowskim, skocze do knajpy, moze jakies laseczki beda. Czas sie przyzwyczajac. Moze niedlugo Joasia ze smutku za mna wykituje i dolaczy? Fajnie by bylo. Zapisalem sobie na kartce nr pokoju, zeby sie nie zgubic i polazlem schodami do knajpy. Dlugo lazlem, co chwila spotykalem zawianych aniolów — znak ze dobrze ide. Wreszcie mym oczom ukazala sie knajpa — no, to jest knajpa! Wielkosci Maracany, stoliki 4-osobowe, bar caly ze zlota. Przyspieszylem kroku, wyminalem grupke najebanych w trupa aniolów spiewajacych: — NIECH ZYJE NAM REZERWA!!!!…
I juz bylem przed lada. Barmanem byl Ogromny Aniol z wielkimi wasami. Poprosilem o sete i piwo, do zarcia wzialem tatara i ogóreczki. Poszukalem wzrokiem miejsca, z którego móglbym obserwowac sale i siadlem przy stoliku oznaczonym nr 210. Kolo mnie toczyla sie zazarta klótnia miedzy kilkoma aniolami: — Ty dupa jestes nie Janosik!
— Ja nie jestem Janosik?! Jak ja ludzi pralem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulales…
Tak to okazalo sie, ze Janosik faktycznie zyl. Po piwku lac mi sie zachcialo, wiec poszedlem do klopa. Pod drzwiami spal jakis siwy Aniol, bez aureoli, pewnie mu zajebali. Koplem go w biodro i mówie:
— Dziadzius, wstawaj bo ci bachora podrzuca.
Mruknal cos i obrócil sie na d**gi bok. Twarz jakas znajoma. Ale nie kojarzylem skad go moge znac. W kiblu wszystkie sciany zapisane, nad moim pisuarem widnial napis: PONIATOWSKI PEDAL, POLSKE SPRZEDAL. Nizej bylo: CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927 he, he… dopisalem: III LIGA — A.D. 2001. Jak wrócilem do stolika to Janosik juz spal na stole a jego kompan wylatywal wlasnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydla. Powiedzialem barmanowi, ze jakis dziadzius spi pod kiblem, mozna by go przeniesc bo drzwi tarasuje. Barman machnal reka:
— To Bierut, pije juz tak od 20 lat jak go zona z Sobieskim zostawila. Aureole zostawia w barze i chleje na umór.
Wzialem jeszcze raz to samo i ogladalem aniolów. Przewaznie mlode chlopaki, skrzydla u niektórych zólte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok zalozone, kufle w lapach i dyskutuja o czyms. Zastanawialem sie czy swoich tu w Niebie nie poszukac, ale zdecydowalem, ze jeszcze nie czas. Moze pózniej. W drodze do pokoju wyrwalem fajna anielice. Marzena. Zmarla dwa lata temu na raka. Sliczna dziewucha, umówilismy sie na wieczór w knajpie. Mi sie spac chcialo, tyle emocji.… Obudzilo mnie szarpanie i krzyk Mariana, bladego jak przescieradlo:
— Wstawaj, cos ty narobil! Wstawaj… chlopie cos ty wykrecil?!
Nie wiedzialem o co mu chodzi. Okazalo sie, ze szuka mnie od godziny cala straz Niebianska. Maja mnie doprowadzic do Glównego.… Przerazilem sie. Kurwa, za co? Za kopniecie Bieruta? A moze za wyrwanie jakiejs szychy niebianskiej? Nie wiedzialem czy spieprzac do innego Nieba, czy poddac sie. Po chwili bylo za pózno, bo kilku blondynów wpadlo do pokoju i pod rece mnie wyprowadzili. Cala droge nic nie mówili, wszystkie Anioly sie za nami ogladaly i cos szeptaly. Pewnie mysleli, ze do Raportu ide. Po kilku godzinach jazdy (jechalismy jakims lazikiem) dotarlismy pod drzwi z napisem: DYREKCJA — GLÓWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do srodka. Za biurkiem siedzial maly chlop, z bokserskim nosem i grzywka ulizana na lewy bok. Nad lbem mu hulala purpurowa aureola. A skrzydla mial blekitne. Ladnie to kolorystycznie wygladalo. Wskazal mi fotel, usmiechnal sie i poczestowal cmikiem. Potem tak patrzyl na mnie i powiedzial do mikrofonu:
— Pani Zosiu, wprowadzic straznika Rafala W.
Wlazl mlody, przestraszony aniol. Nerwowo ugniatal palce i przestepowal z nogi na noge.
— No co tam, strazniku Rafale.. Popilo sie na sluzbie?! Co?! — zagrzmial Glówny.
— Ale .. ja…
— Jakie, kurwa, JA… Jakie ja? Opiliscie sie i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chlopak mial jeszcze dlugo zyc, a wy mu taki kawal wycinacie. Pokoje zescie pomylili. Ryszard mial zyc, a obok w pokoju juz tydzien staruszek na gruzlice umieral. I dalej umiera. Zdegraduje was! — grzmial dalej Glówny.
Ja sobie cmika jaralem i zaczalem co nieco kapowac. Rafal sie opil i pomylilo mu sie. Moze mnie cofna na Ziemie…
— I co my z panem, panie Rysiu zrobimy ? — popatrzyl na mnie po ojcowsku — Musimy pana cofnac, chyba, ze chce pan zostac…
Kurna, nie wiedzialem. Zostawac, czy isc na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanascie lat moze chlopaki z osiedla dolacza, Polska gra w cwiercfinalach, laski sa swietne. Ale znów na Ziemi, Lew, Joasia, chlopaki ze spirytusem, Polska w finalach, Legia mistrzem, Wisla z kazdym prawie dostaje…, Mamusia mi gotuje…
— Wracam. I tak tu trafie z powrotem, wiec nic nie trace.
Glówny odetchnal z ulga. Musieliby dziadka uzdrawiac, zeby przezyl moje zycie, a plan cudów juz wykonali na ten rok.
Pozegnalem sie z Glównym, Rafalowi dalem w pysk, wzialem paczke szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczyl to mu szczena opadla. Anioly na mnie z zazdroscia patrzyly, jak mnie wrzucaja do tunelu z którego wylatuja co chwila kolejne dusze. Blyslo, huklo i znalazlem sie znów w mym ciele. Spocony, ciezko oddychajac lezalem na Joasi. Tak samo spoconej i ciezko oddychajacej:
— Nie uwierzysz, Kochanie jaka mialem jazde…
— Oooo, a jaka ja…..

KONIEC 😉

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir