Wakacje cz.5

College

Wakacje cz.5
UWAGA – Nie jest to opowiadanie mojego autorstwa, znalazlem je na innej stronie.

Zbliza sie kolejny wieczór nad morzem. Jak zwykle jest bardzo goraco…
Droga powrotna do Mielna ciagnela sie w nieskonczonosc. Pognebiony totalnie z trudem panowal nad kierownica. Nie mógl sie zupelnie skoncentrowac na jezdzie. Czul sie niczym pijany. Jakis dziwny letarg opanowal jego cialo i umysl. Musial sie zatrzymac.

– co robisz? – ofuknela go zona.
– nie mozemy sie spóznic.
– tylko chwilke – spojrzal na nia blagalnie.
Kiwnela glowa. Odszedl kilka kroków i zatoczyl sie. Malo brakowalo a wyladowal by na chodniku. Oparl sie o karlowate drzewko i ciezko oddychal. Przed oczyma wciaz stal mu ten obraz. Nie potrafil sie uwolnic od niego. Zrozumial w koncu, ze to co czeka go wieczorem powali go na kolana. Tylko jak zdola dotrwac do tego czasu? Tego nie wiedzial. Krystyna otworzyla drzwi i przywolala go do siebie:
– wystarczy juz, ruszajmy.
Poslusznie podreptal do auta. W glowie wciaz mu huczalo, na skroniach nabrzmialy zyly. Ruszyli. Chwile pózniej sygnal smsa wyrwal go z odretwienia. Ze strachem siegnal po telefon i przeczytal wiadomosc. Uff- odetchnal z ulga, to Pawel.
– NASZ SYN – CICHO WYMAMROTAL.
Ona spojrzala na niego, wyjela mu aparat z dloni i przeczytala wiadomosc. Chwile pózniej juz dzwonila do niego.
– tak, dzisiaj tez dajemy ci wolne – powiedziala
– a gdzie jestes?
Chlopak cos dlugo tlumaczyl matce. W koncu odezwala sie ona:
– dobrze, ale czekaj teraz na nas, bedziemy za jakies pietnascie minut, ojciec ma cos dla ciebie…

Gdy rozmowa dobiegla konca zwrócila sie do Andrzeja:
– Pawel idzie dzisiaj na plaze, beda wyswietlac film, potem chcialby pójsc na dyskoteke, daj mu troche pieniedzy.
Kiwnal glowa zrezygnowany.
Teraz z kolei odezwal sie jej telefon. Odebrala.
– Wojtek? milo cie slyszec – byla nieco zaskoczona.
– musialem zadzwonic – powiedzial przyciszonym glosem – czy mozemy…
– tak, mozemy porozmawiac… – usmiechnela sie
– tesknilem za pania, bardzo…
Andrzej myslal, ze krew go zaleje.
– ja tez tesknilam.
– duzo myslalem i…
– zalujesz, ze to sie nie stalo? – wypalila bez ogródek
– no wlasnie… – byl nieco speszony
– chcialabym cie poczuc w sobie…teraz…nawet nie wiesz jak bardzo…
Czy mógl prowadzic w tym stanie? Slyszac to wszystko? Zatrzymal sie i wybiegl przed siebie. W uszach swidrowaly przerazliwe odglosy. Czy to demon przemawia do niego? Bylo mu wszystko jedno. Upadl. Po raz kolejny upadl. I nie chcial wstawac. Juz wystarczy – jeczal – wystarczy.

TO BYL DOPIERO POCZATEK.
Rozpoczynal sie nalot. Zmasowany, skondensowany nalot. Bomby wybuchaly coraz blizej i gesciej.
– zamknij drzwi i przekrec tabliczke.
Zgrzytal zebami i z calych sil odpedzal od siebie obrazy.
– niech nam nie przeszkadza – tak wtedy powiedzial.
A ona kazala mu odejsc. Zasuneli kotare. Chcial ryczec jak lew, chcial porozbijac wszystkie szyby. Chcial wyrzucic go stamtad.
Uslyszal jej cichutki jek. Podszedl blizej z mocno bijacym sercem. Wsluchiwal sie coraz bardziej. Potem juz nie musial…
Jego zona glosno stekala. Postapil krok do przodu. Cala kabina zaczela sie trzasc. Musial ja oprzec o lustro…
Krystyna wysiadla z samochodu.
– wstawaj – nakazala mu wladczo
– nie mamy czasu, poza tym Pawel czeka…
Wiedzial, ze nie chodzi jej o Pawla, lecz na dzwiek jego imienia pozbieral sie nieco w sobie. Podniósl sie i nie patrzac na nia zasiadl po raz kolejny za kierownica
Dojezdzali wlasnie do Mielna. Swiatla. Jak na zlosc czerwone. Czerwone jak jej usta – przemknelo mu przez glowe. Obrazy wrócily.

Poczul, ze znów skrada sie do kabiny. Uslyszal jeki. To Krystyna sapala pompowana przez niego. Rznal ja tak bardzo mocno, z calych sil. Slyszal jak jego jadra uderzaja w jej krocze. Slyszal chlupot jej mokrej cipki.
– podoba ci sie suko?
– o taaak, wal mnie, wal…
Zielone. Nacisnal pedal gazu, zwolnil sprzeglo, zmienil bieg. Z czola splywaly mu krople potu. Jeszcze tylko dwiescie metrów, sto…
– WYPNIJ DUPE
– mocniej
Uslyszal glosny trzask. To on uderzyl ja w pupe. Z calych sil. To musialo zabolec…
– aaaaa
Co on robi? Stal jak sparalizowany. Obcy facet wkladal kutasa w jej tylek…
Oczy zaszly mu mgla. Potrzasnela go za ramie:
– dojechalismy
– tak…

Wysiedli. Skierowali sie do pensjonatu. Zanim znikneli w jego wnetrzu uslyszal jeszcze w swej glowie:
– dziekuje, to bylo cudowne
Krystyna patrzyla zauroczona na przystojnego sprzedawce. On, jej maz nie mógl nawet podniesc do góry glowy. Ciazyla mu tak bardzo. Chyba byla zbyt ciezka…a moze mial po prostu za slaby kark?
– a ty mi nie podziekujesz? – byczek usmiechnal sie szelmowsko i klepnal Krystyne w tylek.
– no wlasnie… to niegrzecznie z twojej strony…
Jakby z oddali dobieglo go gluche westchnienie. Powiedzial to? Sam nie wiedzial. Ale chyba tak.
– prosze bardzo – stalowa sila przebijala sie przez bebenki
– SWIETNIE SIE JA RUCHALO

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir