Tak blisko a tak daleko cz 2: Trudna noc

Tak blisko a tak daleko cz 2: Trudna noc
Opowiadania w pierwszej kolejnosci pojawiaja sie na moim blogu a dopiero po pewnym czasie laduja na innych stronach. Zachecam do odwiedzenia bloga www.obdsm.pl

Choc jeszcze przed chwila jej jeki niosly sie po calym mieszkaniu, to teraz juz siedzieli
w przejmujacej ciszy, popijajac napoje. Coraz spogladala na niego miedzy kolejnymi lykami chlodnej, orzezwiajacej wody. Znala go na tyle dobrze, by wiedziec, ze przez jego glowe przelatuja teraz niezliczone informacje, przemyslenia i wnioski. Chyba wlasnie to ja w nim najbardziej pociagalo. Byl silnym, odwaznym, zaradnym i dobrze radzacym sobie mezczyzna, ale to wszystko bladlo i wydawalo sie miec mala wartosc w porównaniu do intelektu, który potrafil pokazac, gdy komus zaufal. Osoby, które go nie znaly, moglyby pomyslec, ze jest slabo wyksztalconym, mlodym facetem.Mówil prosto, ale logicznie (w taki sposób, aby kazdy mógl go zrozumiec), co doskonale maskowalo jego wiedze
i inteligencje; co wiecej, w normalnej rozmowie nie przebieral w slowach: normalne bylo w jego przypadku wstawienie jednego czy dwóch wulgaryzmów, by prosto i dosadnie okreslic sytuacje lub emocje. Dopiero przy blizszym poznaniu i dobrym skupieniu, mozna bylo zauwazyc, ze tematy
z pozoru blahe i na pierwszy rzut oka bedace nic nieznaczaca dygresja, byly tak naprawde rozprawa trudnych zagadnien spolecznych lub naukowych. Przy tej calej swojej wiedzy cechowala go niezwykla pokora: gdy czegos nie rozumial, potrafil zadac niezliczona ilosc pytan, zupelnie nie przejmujac sie tym, ze ludzie uznawali go wtedy za glupka.Pózniej zas, z niesamowita szybkoscia analizowal zagadnienie, wyciagal wnioski i przejmowal inicjatywe w dyskusji. Na pewno nie byl typowym mezczyzna w tych czasach.

Nim zebrala sie na odwage, by zapytac, co go trapi, on odstawil swoja szklanke i wyszedl do innego pokoju, by po chwili powrócic z paczka róznych narzedzi do zadawaniu bólu i przyjemnosci. Na sama mysl o tym, co za chwile bedzie sie dzialo, przyjemne cieplo zaczelo rozlewac sie z jej podbrzusza na cale cialo. Z uwaga ogladala go przy przygotowaniach. Powoli i spokojnie przygotowal line, a nastepnie odslonil ukryty w suficie hak i przymocowal do niego niewielka, metalowa obrecz. Nie byla przerazona, choc odczuwala strach: nigdy wczesniej tego nie robili. Owszem, czytala o takich praktykach;nigdy jednak nie sadzila, ze znajdzie sie w takiej sytuacji. I znów: gdyby to byl ktos inny, jeden z jej “bylych”, czy nowy facet poznany na miescie, nigdy by sie na cos takiego nie zgodzila, ale przed nim czula swojego rodzaju pokore oraz zaufanie. Nie odezwal sie ani slowem; jedynie wyciagnal swa dlon w jej strone, niczym w zapraszajacym do tanca gescie. Czy chciala odmówic? Tego nie wiedziala. Czy sie obawiala? Na pewno, ale jakas niewidzialna sila nie pozwolila jej zrezygnowac.
Powoli odlozyla swoja szklanke, wstala, i niepewnym krokiem podeszla do niego. Patrzac jej gleboko w oczy, szybkimi, wypracowanym ruchami, ciasno zwiazal jej nadgarstki. Gdy spojrzala na efekt jego pracy, poczula sie dziwnie: bylo cos magicznego w tych wezlach. Nie byly to proste kajdanki zrobione z liny – cale jej nadgarstki i poczatek przedramienia oplatala ciasno, i bardzo starannie zwiazana lina. Tak doskonale komponowala sie z jej cialem, ze miala wrazenie, ze byla tam od zawsze.

Nie dal jej czasu na zastanawianie sie. Nie wykorzystal calej liny na zwiazania jej rak; czesc, która sobie zostawil, wlasnie przeciagal przez metalowa obrecz w suficie. Nie minela chwila, gdy poczula, jak jej rece wyrywane sa w strone sufitu, a ona staje na palcach, by choc na chwile dac im odpoczac. Nie bylo to proste zadanie; wysokosc dobral perfekcyjnie. By dalej miec grunt pod nogami, musiala sie maksymalnie rozciagnac, a i tak ledwo dotykala podlogi. Utrzymanie takie pozycji kosztowalo jej nogi bardzo duzo energii. A on? A on sie nie spieszyl; przygladal sie swojemu dzielu
z nieskrywana satysfakcja, gdyz tej pozycji wygladala jeszcze piekniej. Niczym niewinny aniol, który zaraz przezyje najwieksza rozkosz swojego zycia. Malo rzeczy potrafila go wprawic w takie zadowolenie, ale dzis perfekcyjnie sie udalo. Wodzil dlonmi po jej nagim i wyeksponowanym ciele. Starannie przesuwal rece wzdluz jej talii, delektujac sie drobnymi dreszczami podniecenia, jakie przeplywaly przez jej cialo. Nastepnie starannie ujmowal jej jedrne i sliczne piersi w rece, wazac je
z aptekarska dokladnoscia. Pozwalal sobie na wszystko, przy okazji delikatnie wodzil jezykiem wzdluz jej naprezonego karku i delikatnie gryzl, kiedy sie tego zupelnie nie spodziewala. Uwielbial ten kontrast perwersji i namietnosci:najpierw policzkowal ja, jak zwykla dziwke, w swoim mieszkaniu; nastepnie zawiesil ja, jak zwykla suke, na swoim suficie a teraz dotykal jej niczym doskonaly namietny kochanek. Ona myslala, ze zwariuje. Nie wiedziala, co czuje; powinna byc przeciez zla na to, jak ja traktuje. Powiesil ja na suficie jak jakies zwierze, traktuje jak zabawke – powinna obrzucic go bluzgami, sprzedac kopa i kazac sie rozwiazac. Przeciez jest silna, niezalezna i dobrze wychowana kobieta…. Z d**giej strony, przyjemnosc, jakiej teraz doznawala, byla nie do opisania: jego dotyk sprawial, ze czula sie jakby byla dla niego najwazniejsza; czula tez cieplo i jego oddech na karku. Po udach znowu ciekly jej soki. Nigdy czegos takiego nie przezyla. W momencie, kiedy jego dlon zaczela sunac wzdluz jej brzucha, w kierunku lona, nie wytrzymala:jeknela, jak nigdy dotad. Gdy zatrzymal na chwile reke, gotowala byla skamlec jak pies, byle tylko nie przestawal.
Nie przestal, ale nie zrobil tego dla jej przyjemnosci. Gdy tylko dojechal reka do jej lona, d**ga reka chwycil lush-a (bezprzewodowy wibrator) i delikatnie rozchylajac jej wargi sromowe, wprowadzil go do srodka. Pobawil sie chwile jej guziczkiem, napawajac sie przeszywajacymi jej cialo co chwile dreszczami podniecenia, a nastepnie szybko zawiazal jej oczy szeroka, aksamitna wstazka, po czym sie wycofal. Nie wiedziala, co sie dzieje; byla zdezorientowana. Jej cialo, napiete do granic wytrzymalosci i przepelnione podnieceniem, domagalo sie pieszczot, a on ja zostawil. Nasluchiwala jego kroków; czegokolwiek, co swiadczyloby, ze zaraz z powrotem zacznie piescic jej cialo i umysl. Jednak jedyne, co uslyszala, to to, ze podszedl do stolika i cos z niego wzial. Nastepnie wydawalo jej sie, ze stoi za nia w odleglosci nie wiekszej niz dwóch kroków, ale niczego wiecej ocenic nie mogla. Wisiala tak przez chwile, nie mogac zrozumiec, co sie dzieje, gdy nagle w powietrzu uslyszala swist. Nim zdazyla zrozumiec, co on moze oznaczac, jej plecy splonely ogromny cieplem i bólem. Mimowolnie krzyknela i napiela cale cialo.
– Licz, i za kazdy masz podziekowac – krótka komenda padla z tylu.
– Ja…. Nie. – Byla zawodniczka; wytrenowane cialo i odruchy kazaly jej zrobic jedno –walczyc. Bronic sie. Zagluszyla calkowicie reakcje umyslu, który krzyczal: “Przeciez jestes zwiazana, nic nie mozesz zrobic”.
Jej odpowiedz nie spodobala mu sie; uderzyl d**gi raz, a gdy dalej nie uslyszal liczby, zaczal miarowo biczowac jej nagie cialo w nierównych odstepach czasu. Pokój wypelnily skowyty bólu
i szloch.
Nie wiedziala, które to uderzenie, ale jej umysl i cialo postanowily sie poddac.
– Jeden, mój Panie, dziekuje – wypowiedziala zaplakanym, uleglym glosem. Byla spocona i wszystko ja bolalo; jedyne, czego chciala, to zrobic wszystko, by przestal ja bic. Nawet nie zauwazyla, ze dalej jest podniecona. Nagle wibrator, schowany w jej myszce, o którym juz dawno z tego wszystkiego zapomniala, zaczal wibrowac. Nawet nie zdawala sobie sprawy, ze dalej jest podniecona. Jej zbrukana godnosc jej to przeslonila. Dojmujacy dreszcz podniecenia, który przebiegl po niej w tym momencie, byl niczym chlodny prysznic na rozgrzanej Saharze. Wibracja nie trwala dlugo (moze 5 sekund,
a moze nie), ale dla niej bylo to jak wiecznosc w królestwie przyjemnosci. Jej ekstaze przerwal swist kolejnego uderzenia. Nie myslala juz o tym, kim jest. Jedyne, co sie liczylo to wykonywac jak najlepiej kazde polecenie, by choc na chwile zaznac jeszcze przyjemnosci.
– Dwa, mój Panie, dziekuje – powiedziala, i znów czekala ja nagroda, która na chwile pozwolila jej zapomniec o brutalnym, bolesnym swiecie.

Trzy, cztery, piec. Dziesiec. Dwadziescia…Nie wiedziala, kiedy – i czy kiedykolwiek – skonczy. Jej umysl nie pracowal juz normalnie, cialo bylo wycienczone z wysilku. W glebi ducha dziekowala za obrecz, do której byla przywiazana. Gdyby nie to, juz dawno osunelaby sie z wysilku na podloge i nie bylaby w stanie dalej liczyc. Jej umysl dyktowal juz tylko dwa slowa: ból, przyjemnosc, ból, przyjemnosc. Choc mozliwe, ze bylo to jedno slowo, a ona sama tylko bala sie to przyznac. Ból byl przyjemny; nie wiedziala, juz czy orgazm którego doznala (a moze bylo ich klika?– sama juz nie wiedziala) byl spowodowany nim, czy krótkimi wibracjami malej zabawki w jej cipie.
Cipa, tego slowa nigdy nie wypowiedziala, ani nawet nie byla w stanie pomyslec, w swoim kontekscie. Teraz jednak to nie miala zadnego znaczenia; byla suka i tak sie traktowala.

Po trzydziestym uderzeniu wszystko zamarlo. Podziekowala, jak za kazde inne uderzenie, ale wibrator sie nie odezwal. Najdziwniejsze jednak bylo to, ze i tak poczula przyjemnosc. Podszedl do niej i czule glaskal jej policzek, mówiac: “Dobra Su, spisalas sie”, a ona napawala sie kazda chwila tej czulosci. Powoli poluzowal line, na tyle, by mogla stanac na calych stopach i podkulic rece. Nie widziala, jakim cudem jest w stanie ustac na nogach, ale stala. Obszedl ja od tylu i zmusil, chwytajac ja za biodra, by wypiela sie do niego. Wiedziala, o co chodzi: ona doszla dzis tyle razy, a on tylko raz. Pomimo zmeczenia i bólu postanowila, ze odda mu sie najlepiej jak potrafi, w ten sposób dziekujac mu za to wszystko. Powoli przystawil kutasa do jej odbytu i zastanawial sie nad jej reakcja.
W normalnych warunkach bardzo rzadko pozwalal sobie na taka forme seksu. Nie chcial brac jej sila; chcial, by to byla jej decyzja.Bez najmniejszego momentu zawahania naparla na jego kutasa, pozwalajac mu sie zaglebic w jej anusie. Nie potrzebowal wiecej dowodów: chciala tego. Powoli, miarowo zaglebial sie w jej d**giej dziurce, lamiac opory jej wewnetrznych miesni. Gdy doszedl do konca, jedna reka wlaczyl na telefonie maksymalnie wibracje wibratora, który dalej znajdowal sie
w jej muszelce, d**ga reka zlapal pod brzuchem, by dac choc troche odpoczac jej zmeczonym nogom, i rozpoczal penetracje. Nie byl brutalny, byl namietny. W kazdym ruchu oddawal calego siebie, a ona w kazdym ruchu obejmowala go w calosci. Oboje czuli sie jakby zaczerpneli swiezego, spokojnego powietrza po ogromnej i gwaltownej burzy. Ona juz nie czula sie suka; byla soba, Marta, oddana tylko w calosci temu mezczyznie.
Byli tak przesiaknieci podnieceniem, ze ten seks nie trwal dlugo. Po paru minutach wspólnie osiagneli orgazm. On napelnil jej slodka dupcie swoim nasieniem, a ona przyjela w siebie jego cieply plyn. Gdy doszli do siebie, szybkim i wprawnym ruchem rozwiazal ja, a nastepnie przeniósl do swojej sypialni. Wiedzac, jak zbolalesa jej plecy, pupa i uda, delikatnie ulozyl ja na lózku. Marta pograzala sie powoli we snie; on w tym czasie oczyszczal, smarowal i opatrywal powstale na jej ciele rany.

Nazajutrz obudzila sie w lózku sama. Nie meczyl jej zaden “kac moralny”; to, co wczoraj sie wydarzylo, dalo jej niesamowite przezycia i nie bylo jej z tego powodu wstyd. Jedyne, czego sie przerazliwie bala, to tego, w jaki sposób zmieni sie teraz jej zycie. Dala sie zbrukac, zeszmacic jak suka. Wyla jak pies i prosila o wiecej. Czy bedzie o sobie teraz inaczej myslec? Czy on przestanie ja szanowac i uzna, ze moze ja teraz brac, jak, gdzie i kiedy chce? A czy to wlasciwie by jej przeszkadzalo? Z zadumy wyrwal ja jego glos, który byl odpowiedzia na czesc z tych pytan.
– Wstawaj, ksiezniczko, bo ci sniadanie i kawa ostygnie – dobieglo do jej uszu. Zrobil sniadanie i dla niej! Moze wiec dalej ja lubi i szanuje.

“To byla niesamowita przygoda, choc sama nie wiem, czy chcialabym sie ja przezyc d**gi raz” – pomyslala i lekko przygryzla dolna warge, starajac sie podniesc. On zas, upijajac lyk kawy
i wpatrujac sie w poranek za oknem rozmyslal, czy faktycznie nie pomylil sie w jej ocenie. “Czas pokaze”, podsumowal w myslach i usiadl razem z nia do stolu, usmiechajac sie do niej. A ona odwzajemnila usmiech.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir